Serwis o muzyce - teksty piosenek, zespoły, albumy muzyczne arrow Biografie arrow Piotr Banach
Piotr Banach

Urodziłem się piątego dnia marca 1965 roku. Był to rok, w którym zmarł Winston Churchill, została proklamowana wolna Rodezja, otwarto tunel pod Mont Blanc, swoją karierę rozpoczął zespół Pink Floyd, a Paul McCartney skomponował Yesterday. Co z tego wynika? Absolutnie nic, ale jak ładnie się zaczyna. Okres uczęszczania do żłobka, przedszkola i szkoły podstawowej pomijam, bo i o czym tu pisać? Że przywaliłem podobno cegłówką kolesiowi w piaskownicy bośmy się pokłócili o dżdżownicę? Tak przynajmniej twierdzi moja mama, ja nic takiego nie pamiętam, ale jeśli to prawda, cóż mogę rzec - peace człowieku, robal jest twój.

Z muzyką po raz pierwszy zetknąłem się w liceum, nie żebym wcześniej na nią nie zwracał uwagi, miałem swoje ulubione piosenki, a nawet całe płyty, ale bardziej kręciło mnie trenowanie się w byciu Panem Wołodyjowskim, Robin Hoodem czy Winnetou. Kiedy rozpocząłem naukę VII LO powołano mnie, ku mojemu zaskoczeniu, do szkolnej orkiestry dętej na etat puzonisty. Może i nie był to szczyt moich marzeń, ale po pierwsze takie były czasy, że nikt mnie o zdanie nie pytał, a po drugie orkiestra szkolna będąc oczkiem w głowie pani dyrektor była świetnym pretekstem do urywania się z lekcji. Niestety w konsekwencji zbyt częstego korzystania z tego pretekstu musiałem zmienić szkołę, ale nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło, bo w nowej szkole poznałem ludzi, z którymi założyliśmy zespół rockowy. A jak ten się rozpadł kolejny zespół rockowy, a potem jeszcze jeden, i jeszcze jeden, i tak to się jakoś toczyło. Swój pierwszy koncert jako perkusista zespołu rockowego zagrałem 17.02.1982, Takie rzeczy się pamięta, chociażby z powodu ogromnej tremy, która nie pozwoliła mi przespać nocy poprzedzającej to wydarzenie. Z biegiem czasu przywykłem do wychodzenia na scenę, ale ten pierwszy raz był naprawdę koszmarny. Moim pierwszym poważnym zespołem była grupa "Kryterium" dowodzona przez braci bliźniaków Piotra i Pawła Szymosiuków. Oni, co prawda chcieli grać jak Oddział Zamknięty, ale bardzo szybko udało mi się przekonać ich do reggae.

Był rok 1985, lato, a my zamiast korzystać z uroków wakacji, dzień w dzień szlifowaliśmy formę, co zaowocowało występami na najważniejszych wtedy festiwalach, między innymi w Jarocinie i warszawskim festiwalu "Róbrege". Ponieważ, jak to zwykle w przypadku sukcesów bywa pojawiły się tarcia w zespole, część muzyków odeszła by założyć zespół "Grass", jak najbardziej reggae oczywiście. W tej części byłem również ja, i ten sam Paweł Gawroński, który prawie 20 lat później zaczął menadżerować grupie "Indios Bravos". W tym samym mniej więcej czasie zacząłem udzielać się w zespołach punk rockowych i z jednym z nich nagrałem w 1989 roku swoją pierwszą płytę. Mowa tu o zespole "Kolaboranci", w którym grać zacząłem jako perkusista, a odchodziłem z niego jako gitarzysta. Odchodziłem żeby założyć "Dum-Dum", którego pierwszą wokalistką była Kaśka Nosowska, i z którym, już po jej odejściu, pojechałem na swoją pierwszą zagraniczną trasę koncertową. Graliśmy parę koncertów we Francji, i był to naprawdę dobry zespół z szalejącym na pełnych obrotach wokalistą Grześkiem Porowskim.

To, co się wydarzyło potem było zwieńczeniem moich marzeń o karierze muzyka rockowego. Założyłem zespół, o którym już na starcie wiedziałem wszystko, wiedziałem jak potoczy się jego kariera. Może to dziwnie zabrzmi, ale zakładając go dzwoniłem do ludzi, których chciałem zwerbować i mówiłem - "Słuchaj, zakładam zespół, który będzie nazywał się Hey, i za rok będzie w tym kraju numer jeden". Niezła bufonada, prawda? Ale dla mnie nie były to czcze przechwałki, nigdy wcześniej nie zakładałem zespołu z taką pewnością, co do jego losów, a zakładałem ich sporo. Ja to po prostu wiedziałem, i choć nic nie wskazywało, że jest to możliwe, trwałem przy swoim. Jedyną osobą, która mi wierzyła, bądź wierzyć chciała, była Kaśka Nosowska, ale to mi wystarczyło, bo to właśnie na współpracy z nią opierałem swoją pewność sukcesu. Nie będę tutaj opisywał historii zespołu "Hey", zajęłoby to zbyt dużo miejsca, więc jeśli ktoś jest jej ciekawy, to odsyłam na stronę www.hey.art.pl. Tuż przed odejściem z "Heya", a było to w roku 1999 nagrałem z Gutkiem swoją pierwszą "domową" płytę, czyli "Part One" zespołu "Indios Bravos".

Domową dlatego, że całość powstawała z pomocą komputera w domowym zaciszu, z dala od reguł show biznesu. Dalszy ciąg tej historii znajduje się na stronie www.indiosbravos.com, tam też można znaleźć informacje na temat koncertów zespołu "Indios Bravos" na których będzie można usłyszeć kilka piosenek z płyty "Wu-Wei".





Oferta Neofit.pl

drukarki laserowe

drukarki laserowe

Najtaniej !

Logowanie

Login

Hasło

Zapamiętaj mnie
Nie pamiętasz hasła?
Nie masz konta? Załóż je sobie

Goscimy

Aktualnie jest 5 gości online
polish city Pensjonat na Mazurach darmowe mp3 fundusze akcyjne prawo jazdy katowiceteledyski | doda | darmowe mp3 | życzenia na dzień babci | Lyrics
alweo | teflon | fotele masujące | Kamery cyfrowe | Tapety na telefon | Folia bąbelkowa | TAPETY | meble biurowe | Oferty pracy | Kasyno internetowe