Biografie
Genesis
| Genesis |
|
Geneza zespołu GENESIS jest tak typowa i tak brytyjska, że aż banalna. Młodzi, nastoletni uczniowie słynnej w Wielkiej Brytanii szkoły z internatem Charterhouse School - Peter Gabriel, Tony Banks i Chris Stewart, znudzeni monotonią szkolnych zajęć, postanawiają zrobić w swoim życiu coś interesującego. W radioodbiornikach słyszą codziennie piosenki i melodie The Beatles, The Shadows, The Hollies i innych kapel grających rock and rolla. W szafach grających umieszczanych w barach i na stacjach benzynowych to samo. I ta nieodparcie towarzysząca, natrętna myśl: "przecież to takie proste, my też tak potrafimy". I myśl druga: "jesteśmy młodzi, mamy zapał, musi nam się udać, trzeba spróbować". Próbują więc, zakładają zespół GARDEN WALL, szybko dogadują się z Mike'm Ruthefordem i Anthony'm Phillipsem grającymi w konkurencyjnej szkolnej kapeli pod nazwą ANON i tak powstaje najpierw NEW ANON, przemianowany wkrótce na GENESIS. Nazwa tego zespołu na trwałe wpisała się do annałów muzyki rockowej, a jego dokonania, szczególnie w okresie, kiedy główną postacią był Peter Gabriel, stanowią dla wielu miłośników tego rodzaju muzyki wzór doskonałości stylu zwanego art., lub prog-rock. Początki nie były łatwe i zajęło chłopcom trochę czasu, nim pojawiły się pierwsze nagrania. Pierwsze single, a później (1969) pierwszy album nie odniosły żadnego sukcesu. Za dużo było na nich wtórności, pomysłów żywcem przejętych z dokonań choćby The Moody Blues, czy Bee Gees. Nie zniechęciło to Gabriela i Banksa - animatorów całego zamieszania. Postanowili porzucić naukę i skoncentrować się całkowicie na tworzeniu muzyki. Efektem była nagrana i wydana w roku 1970 płyta "Trespass", która nosiła już wyraźne piętno indywidualności jej twórców. GENESIS to była wówczas taka brygada murarska, która wspólnym wysiłkiem i organizacją pracy doprowadzała do finalnych efektów. A efekty te były coraz bardziej interesujące. W sferze muzycznej dominującą rolę odgrywać zaczęły instrumenty klawiszowe oraz bogate, wręcz monumentalne aranżacje z udziałem instrumentów na co dzień znanych z orkiestr symfonicznych. W sferze tekstowej (to domena Gabriela) pojawiły się egzystencjalne troski i obawy, a sferze widowiskowej koncerty przekształcały się w parateatralne spektakle ze zmianami scenografii i kostiumów. Zespół wyraźnie dojrzewał do zajęcia pozycji w pierwszym szeregu najważniejszych zjawisk muzyki rockowej. Po wydaniu "Trespass" w składzie GENESIS dokonała się zmiana, która w przyszłości doprowadziła do zakończenia najważniejszego etapu istnienia grupy. Do Petera Gabriela, Tony Banksa i Mike'a Rutheforda (tylko oni zostali z pierwszego składu) dołączyli: gitarzysta Steve Hackett i śpiewający perkusita Phill Collins. Po tej zmianie nastąpił najbardziej twórczy i owocny w sukcesy okres działalności GENESIS zaznaczony albumami: "Nursery Cryme", "Foxtrot" (arcydzieło!), "Selling England by the Pound" i wieńcząca ten etap rock-opera "The Lamb Lies Down On Broadway". Ten ostatni tytuł do dziś wzbudza olbrzymie emocje, przez jednych uważany za skończoną doskonałość, przez innych za kwintesencję pompatycznego i pretensjonalnego kiczu. I chyba właśnie ten niejednoznaczny odbiór albumu oraz towarzyszącej mu trasy koncertowej doprowadził do frustracji Petera Gabriela, który postanowił zakończyć swoją przygodę nazwaną GENESIS. W roku 1975 rozpoczął trwającą do dzisiaj i niesłychanie płodną karierę solową, a pozostali członkowie zespołu nie zdecydowali się na zastąpienie Gabriela kimkolwiek innym. Funkcję głównego wokalisty przejął z powodzeniem Phill Collins, a teksty zaczął pisać głownie Tony Banks. Komponowali wspólnie. Trwającemu do dziś okresowi "bezgabrielowowemu" (jeszcze później "bezhacketowemu" i "bezcollinsowemu") towarzyszą równie rozbieżne opinie jak te dotyczące wspomnianej wyżej rock-opery. Są tacy, którzy twierdzą, że odejście Gabriela to koniec "prawdziwego" GENESIS, że wszystko co się zdarzyło później w muzycznych dziejach zespołu to najpierw niedoskonałe epigoństwo, a później żałosna komercja. Są też inni, którzy uważają, że dopiero odejście Gabriela pozwoliło rozbłysnąć nieprzeciętnym talentom pozostałych członków zespołu, a kolejne wydane płyty są zdecydowanie ciekawsze i muzycznie dojrzalsze niż ostatnie z udziałem Gabriela. Prawda zapewne leży (jak zwykle) pośrodku. Faktem jest, że dopiero na początku lat 80. ubiegłego stulecia grupa GENESIS odzyskała popularność z okresu, kiedy jej frontmanem był Peter Gabriel. Faktem jest także, że dokonania tria (od 1977 roku) Collins, Rutheford, Banks poszły w zdecydowanie bardziej komercyjnym kierunku niż artystyczne koncepcje Gabriela, ale była to komercja w najlepszym z możliwych gatunku. I jeszcze jednym faktem jest, że piosenki, jakie znalazły się na albumach: "Abacab" (1981), "Invisible Tuch" (1986) i "We Can't Dance" (1991), są dzisiaj zdecydowanie częściej przypominane przez stacje radiowe i programy telewizyjne niż te z początku lat 70. "We Can't Dance" to ostani album GENESIS z udziałem Phila Collinsa i chyba początek końca zespołu. Poszukiwania nowego wokalisty doprowadziły do zatrudnienia Raya Wilsona i nagrania w roku 1997 ostatniego studyjnego albumu pt. "Calling All Station" zdecydowanie jednego z najsłabszych w całej dyskografii grupy. Również koncerty w ramach trasy promującej album dowiodły, że Ray niezbyt jest w stanie poradzić sobie z materiałem z płyt poprzednich. I choć w sposób formalny zespół nie uległ rozwiązaniu, tzn. nikt nie ogłosił takiej decyzji na cztery świata strony, to jednak od 1977 roku nie powstał żaden premierowy materiał GENESIS, a próby reaktywowania starego składu spotkały się ze zdecydowaną odmową Petera Gabriela i brakiem entuzjazmu Phila Collinsa. Być może pożegnaliśmy więc już na dobre GENESIS jako zespół tworzący nowy materiał, ale na szczęście zostaje nam olbrzymia dyskografia, do której fani ambitnej, różnorodnej muzyki rockowej (art-rockowej, pop-rockowej, prog-rockowej itd.) będą wielokrotnie wracali. Na koniec pozwolę sobie na pewną refleksję. Rzadko analizujemy historię zespołów rockowych, szczególnie tych, których już nie ma, przez pryzmat indywidualnych dokonań grających w nich muzyków. A przecież warto dostrzec, że późniejsze solowe (lub w innych formacjach) osiągnięcia tych muzyków są najlepszym dowodem wielkości zespołu, z którego się wywodzą. W przypadku muzyków GENESIS te osiągnięcia są naprawdę imponujące. I tak - Peter Gabriel to nie tylko wokalista, instrumentalista, kompozytor, autor tekstów. To człowiek instytucja: twórca i właściciel wytwórni fonograficznej REAL WORLD, animator przedsięwzięć wydawniczych i koncertowych promujących muzykę z różnych stron świata i wieczny poszukiwacz nowych brzmień, rytmów, harmonii. Gitarzysta Mike Rutheford, w składzie GENESIS skrzętnie ukrywający się w cieniu kolejnych frontmanów, daleki od nachalnego eksponowania swoich naprawdę wybitnych zdolności instrumentalnych i co chyba ważniejsze kompozytorskich. Dopiero przedsięwzięcie nazwane MIKE AND THE MECHANICS pokazało pełnię jego talentu i pozwoliło zabłysnąć pełnym blaskiem na światowej scenie muzycznej. Inny gitarzysta Steve Hacket - jego udział w dokonaniach zespołu to kilka lat i kilka płyt. Po odejściu z GENESIS rozpoczął poszukiwania zmierzające z czasem coraz bardziej w kierunku muzyki klasycznej, a zwieńczone wspaniałym albumem "A Midsummer Night's Dream" zajmującym ważną pozycję w katalogu... EMI CLASSICS. Tony Banks - klawiszowiec, autor tekstów (po odejściu Gabriela) i niezwykle utalentowany kompozytor nagrał kilka naprawdę doskonałych albumów z muzyką ilustracyjną. Anthony Phillips (klawisze, gitara) - jego udział w dokonaniach GENESIS można nazwać epizodem (znaczącym!), a solowe projekty poszukiwaniami formalnymi i melodycznymi. To naprawdę oryginalne przedsięwzięcia muzyczne w których można usłyszeć klimaty z Robbiego Rebertsona, Mike'a Oldfielda, a i z wczesnego GENESIS. I wreszcie Phill Collins, perkusita i wokalista, który w latach 80. i 90. minionego stulecia był chyba najczęściej prezentowanym wykonawcą muzyki popularnej na antenach stacji radiowych i telewizyjnych, twórca i główna postać niesamowitych koncertów, laureat niezliczonej ilości nagród przemysłu muzycznego z wszystkich stron świata. Reasumując choćby już nigdy nie powstała żadna nutka sygnowana znakiem GENESIS, to i tak historia nie pozwoli o nim zapomnieć. |

