Biografie
Pink
| Pink |
|
Alicia Moore zyskała przydomek "Pink" już dawno, a to ze względu na swoją karnację jeszcze w dzieciństwie, jednak ostatecznie przekonała ją do tej ksywki postać Mr. Pinka z filmu Quentina Tarantino Reservoir Dogs. Robiła ze swoimi włosami najprzeróżniejsze rzeczy, aż w końcu stwierdziła, że byłoby zabawnie, gdyby Pink, oprócz "kolorowego" przydomka, miała też różowe włosy. Ale Pink to o wiele więcej niż tylko nietypowy kolor włosów. Niesamowita, pełna nadziei wizja muzyki, która ma jednoczyć zamiast dzielić nie jest dla niej niczym nowym. W końcu śpiewała w klasycznym, czarnym, kościelnym chórze gospel, a jednocześnie była w kapeli punkowej... Ten drobny szczegół biograficzny trafnie charakteryzuje Pink wraz z jej podejściem do życia i do muzyki. Pracowała w Pizza Hut, w McDonald's i na stacji benzynowej. Zawsze się spóźniała, nie znosiła ani wypełniania czyichś poleceń, ani przyjmowania zamówień. W szkole średniej rzuciła naukę, bo "jak mogła zostać w miejscu, w którym dla wszystkich najważniejsze jest gdzie kupiłeś swoje buty". Jej idolami byli Janis Joplin, Jimmy Hendrix, Billy Joel, Guns N' Roses, Green Day i 2Pac. Śpiewała chórki w rapowym zespole Scratch N' Smoove, a w piątkowe wieczory przesiadywała w klubach, głównie w Philly's Club Fever. Tam właśnie odnalazł ją łowca talentów i zwerbował do zespołu R&B, którym zainteresowała się wytwórnia LaFace (label L.A. Reida i Babyface'a). Pink miała wtedy 16 lat. A stamtąd to był już tylko jeden krok do solowej kariery i debiutanckiego albumu Can't Take Me Home. Jej debiutancki singiel "There You Go" błyskawicznie znalazł się w Top 10, podobnym sukcesem okazały się kolejne single: "Most Girls" i "You Make Me Sick". Album zupełnie nieznanej artystki zdobył podwójną platynę w Stanach Zjednoczonych i złoto oraz platynę w innych krajach świata. Pink otrzymała też nominację w kategorii Best New Artist do nagrody MTV Video Music Award. Niedługo później, wraz z Christiną Aguilerą, Lil' Kim, Myą i Missy "Misdemeanor" Elliott, nagrały cover zespołu LaBelle z lat 70. - "Lady Marmalade" do ścieżki dźwiękowej filmu Moulin Rouge. Piosenka stała się hitem nr 1 na światowych listach przebojów, zdobyła też nagrodę MTV za najlepszy teledysk w kategorii muzyki filmowej.Swoim nowym albumem, M!ssundaztood, wydanym przez Arista Records (w Polsce ukaże się 4 lutego 2002), 22-letnia Pink ma nadzieję zaszokować i zadziwić wszystkich, zwłaszcza krytyków oraz rzesze oddanych fanów - tych, którzy do tej pory podziwiali jej odwagę, ale spodziewają się po niej takiego samego popu i R&B, jak na jej debiutanckim krążku z 2000 roku. Tymczasem zadziorna Pink uwielbia zaskakiwać, robić właśnie to, czego się jej zabrania. Na nowej płycie odkrywamy fenomenalną piosenkarkę i autorkę tekstów, która wreszcie zaśpiewała własnym głosem - głosem niczym nieskrępowanej wolności, głosem młodej kobiety, która ma odwagę wyrazić samą siebie. Pink ma też nadzieję stać się rzeczniczką nowego pokolenia - tego, które "nigdy nie musiało o nic walczyć - to widać w muzyce, która jest bardzo powierzchowna. Tymczasem jest mnóstwo dzieciaków z problemami, którym ta słodka papka po prostu nie leży. Muzyka to znacznie więcej niż przemysł rozrywkowy. Chcę otwierać umysły, łamać stereotypy w każdej dziedzinie życia. Świat powinien wreszcie dorosnąć". Dlatego też chciała nagrać płytę z takimi piosenkami, które zachęcą ludzi do tego, by wreszcie coś zmienili w swoim życiu. Efekt jej starań został początkowo przyjęty sceptycznie nawet przez jej nową koleżankę z zespołu, Lindę Perry z niegdyś przełomowej grupy 4 Non Blondes. Pink jeszcze jako nastolatka zafascynowana była muzyką i przesłaniem tej formacji, więc kiedy niedawno natrafiła na telefon Lindy w notatniku swojej wizażystki, po prostu zadzwoniła i zostawiła Lindzie 15-minutowe nagranie na sekretarce. Linda oddzwoniła, spotkały się, napisały piosenkę "Eventually" dosłownie w parę chwil i tak zaczęła się "niesamowita, inspirująca współpraca - tak właśnie powinno wyglądać pisanie muzyki". Do powstania najnowszej płyty Pink przyczyniło się też kilku innych znanych producentów i autorów piosenek, wymieńmy Scotta Storcha (The Roots, Dr. Dre), Dallas Austin (TLC, Madonna) i Damona Elliotta (Bone Thugs N Harmony). Pierwszy singiel z tej produkcji, "Get The Party Started," to zaledwie pomost do całkiem "nowego świata" Pink. Znajdziemy tam zupełnie nie cukierkowe kawałki o miłości ("Eventually" i "Just Like A Pill"), rockowy hymn "Don't Let Me Get Me", teksty tak przejmujące, jak "Dear Diary", czy "Family Portrait," aż po odważną introspekcję w "My Vietnam" i "M!ssundaztood". Sama Pink ma wrażenie, że po prostu dorosła, a pierwszy album był niezbędnym krokiem do powstania jej ostatniej płyty, na której mogła wreszcie pokazać całą siebie. Owszem, dorastanie bywa bolesne, ale ból nie jest dla Pink niczym nowym. W "Family Portrait" opowiada o dziecku wychowywanym przez wiecznie skłóconych rodziców, którzy w końcu się rozchodzą. Jej rodzice rozwiedli się, kiedy miała siedem lat. Nagranie tej piosenki było dla niej szczególnie osobistym przeżyciem i wiele ją kosztowało: "W studio poczułam się jakbym stanęła przed ludźmi zupełnie naga. Dałam potem tę piosenkę do posłuchania mojej mamie i długo po tym płakała, mój tata też. W jakiś sposób pozwoliło mi to pomóc w uwolnieniu również ich uczuć, nie tylko moich. Ból nie zawsze jest zły, może bardzo wiele nauczyć". Dlatego też nowa Pink to bezkompromisową szczerość, ale także pochwała życia i wolności, bez ładunku gniewu czy żalu.Po prostu nie chodzi już o włosy, zresztą wcale nie takie różowe jak wcześniej. Teraz to po prostu piosenki pełne odwagi i otwartości. Jak mawia Pink "w środku wszyscy jesteśmy różowi". |

